Dom przy cmentarzu, T.I cz. 2 (Le Fanu Joseph Sheridan)
Strona 2
był taki, jakiego pragnął i oczekiwał pan Harper, gdyż jego lordowska mość zamiast zmuszać przeciwnika o umieszczanie owych oświadczeń w aktach sądowych, ustąpił i zgodził się na zwolnienie dzierżawcy od spłaty czynszu.
Bardzo żałuję, że sprawa nie miała dalszego biegu choć na tyle, by ta prawdziwa i niewytłumaczalna historia opowiedziana przez pannę Rebekę mogła znaleźć się w aktach sądowych.
Opisane tam przykre wypadki zdarzyły się po raz pierwszy dopiero w końcu sierpnia, pewnego wieczoru; gdy pani Prosser siedziała o zmroku całkiem sama w saloniku przy otwartym oknie wychodzącym na sad, ujrzała bardzo wyraźnie jakąś dłoń ukradkiem opartą o zewnętrzny kamienny parapet okienny, jak gdyby przez kogoś, kto znajdował się pod oknem po prawej stronie i miał właśnie zamiar wskoczyć do środka. Nie było jednak widać niczego więcej prócz tej dłoni, która była dość drobna, lecz ładnie ukształtowana, biała i pulchna i leżała na brzegu parapetu. Me była to bardzo młoda ręka, lecz należąca do osoby w średnim wieku, około czterdziestki, jak przypuszczała pani Prosser. Upłynęło zaledwie parę tygodni od czasu pewnego okropnego rabunku w Clondalkin, więc pani Prosser wyobraziła sobie, iż była to ręka jednego ze złoczyńców, który chciał właśnie dostać się przez okno do domu „Pod Dachówką". Wydała głośny okrzyk, wyrzucając z siebie w przerażeniu jakieś słowa, i w tej samej chwili ręka spokojnie się wycofała.
Przeszukano cały sad, lecz nie znaleziono niczyich śladów pod oknem, gdzie wzdłuż muru stały długim szeregiem doniczki z kwiatami, które, zdawałoby się, musiały być przeszkodą dla każdego, kto by chciał się dostać pod mur.
Tej samej nocy dawało się słyszeć od czasu do czasu pośpieszne stukanie do okna w kuchni. Kobiety się wystraszyły, służący zaś, wziąwszy z sobą broń palną, otworzył tylne drzwi, lecz nic nie zobaczył. Jednakzeż, gdy je na powrót zamykał, powiedział: „Jakiś siłacz je pcha", odczuł bowiem silny napór, jak gdyby ktoś chciał drzwi sforsować i wejść, co go bardzo przestraszyło; więc chociaż stukanie do ram okiennych nie ustawało, służący zaniechał dalszych poszukiwań.
W następną sobotę, około szóstej wieczorem, kucharka, uczciwa, spokojna kobieta, obecnie w wieku prawie sześć-